Jak ten czas szybko leci. Dopiero co pisałam na blogu o podsumowaniu lutego, a tutaj już marzec się kończy. Ale może to i lepiej. Zaczyna się teraz mój ulubiony okres w roku - od kwietnia do końca sierpnia (no może jeszcze kawałek września - wtedy jest złota polska ciepła jesień). Poza tym, już niedługo, 1 kwietnia mam urodziny, a zaraz 4 kwietnia mam pierwszy dzień w nowej pracy. Tak, zrezygnowałam z poprzedniej pracy (nie chcę tutaj pisać powodów, ale za to dostałam propozycje innej pracy, o czym napiszę za jakiś czas, żeby nie zapeszać). Oprócz tego zbliża się koncert Mariah Carey i mój wyjazd do Krakowa. Tak więc będzie się działo. Co się działo u mnie w marcu? W sumie nie był to jakoś bardzo intenstywny ani bogaty w przeżycia miesiąc. Doczekałam się upragnionej wiosny, ba...nawet w pierwszy dzień wiosny otrzymałam telefon z nowej pracy, którą rozpoczynam 4 kwietnia, tak jak pisałam wyżej. Oprócz tego w marcu udało mi się być na dosłownie krótkim wy...