Przejdź do głównej zawartości

Jestem taka piękna

Jestem taka piękna - to tytuł jednej z ostatnich komedii, którą miałam okazję oglądać w kinie. Wybrałam się na niego jakiś czas temu. Reklamowali go na mojej siłowni, pomyślałam,że to coś dla mnie. Hm...tylko nie wiem, czy "komedia" to właściwy rodzaj filmu, ponieważ problemy osób z nadwagą/otyłością wcale komedią nie jest.


Film z Amy Schumer w roli głównej polecam nie tylko osobom, które mają nadwagę/otyłość, ale przede wszystkim tym, którzy nie muszą zmagać się na co dzień z tymi chorobami. Aby zrozumiały, co czują osoby, takie jak ja. Film opowiada historię dziewczyny, właściwie już dorosłej kobiety., która mieszka w Nowym Yorku. Pracuje, ma swoją paczkę przyjaciół, chodzi na siłownię, robi zakupy. Wydawałoby się, że to takie typowe życie kobiety. Kobiety, która ma trochę więcej kilogramów niż "przeciętna kobieta". Możemy zobaczyć, jak wygląda życie takiej osoby. Co czuje taka osoba, o czym myśli, co wkurza podczas kupowania ciuchów, a co stresuje na siłowni. Możemy dostrzec, z jakimi problemami zmaga się taka puszysta kobieta. Bo oprócz pilnowania diety i regularnych ćwiczeń, dochodzi wiele innych problemów i stresów w codziennym życiu.
Szczegółów filmu nie będę opowiadać. Polecam obejrzeć, żeby się wszystkiego dowiedzieć. Natomiast chcę się skupić na problemie piękna osób otyłych/ z nadwagą. Na postrzeganiu piękna oczami grubszej osoby. W końcu taki tytuł.

Zacznę od tego, że otyłość czy nadwaga u kobiet jest związana nie tylko z jedzeniem. U wielu z nas (tak, mnie też dotyczy ten problem) to wiąże się z innymi chorobami - hormonalnymi, braniem pewnych leków, problemy z tarczycą czy inne. Często jest tak,że czy jemy czy nie jemy dużo to i tak jesteśmy grube. Wszystko jest wieloczynnikowym problemem. Jednak ten post nie jest o dietach i ćwiczeniach. Nie jestem Chodakowską ani Lewandowską. Ani lekarzem czy dietetykiem. Chociaż uważam, że wsparcie lekarza bądź dietetyka jest bardzo ważne. Ja, dzięki wsparciu moich lekarzy, czuję, że droga do lżejszej mnie a przynajmniej zdrowszej wersji samej siebie, jest we właściwym kierunku a cel coraz bliżej.  Chcę poruszyć coś innego. Problem, o którym  opowiada właśnie film.

Każda gruba kobieta musi stoczyć podwójną walkę. Nie tylko z kilogramami, ale również akceptacją samej siebie. A nie jest to łatwe zadanie. Akceptacja samej siebie jest wręcz bardzo trudnym zadaniem, wręcz powiedziałabym syzyfową pracą. Spróbuję Wam przybliżyć, jak to wygląda z mojej perspektywy.

Wyobraźcie sobie dzieciństwo, przypomnijcie sobie beztroskie zabawy na podwórku, potem w szkole. Zaczynasz zauważać, że jesteś inna niż rówieśnicy. Jakby było Cię więcej. Nie tak łatwo Ci biegać, co chwilę masz zadyszkę. Coraz częściej słyszysz od ludzi, że jesteś gruba. Rodzice odbierają Ci każde ciastko, każdą czekoladkę. I nie rozumiesz, dlaczego podczas świąt Tobie nie wolno spróbować wszystkich przyrządzonych potraw. Zaczynasz myśleć, że jedzenie jest czymś złym. Ale wciąż jesteś głodna. Ponadto wf to Twój znienawidzony przedmiot i zaczynasz się modlić, żeby szybko zachorować, bo wtedy można mieć zwolnienie. Tak właśnie wyglądało moje dzieciństwo. Wtedy nie rozumiałam, czemu jestem gruba, choć mało jem. W sensie normalnie. Nie ponad normę.
Później zaczęłam wcześniej dojrzewać, przy czym zahamował się mój wzrost. Generalnie nie czułam się piękną osobą. Wielu ludzi mówiło mi o tym,że jestem gruba, lekarze, sąsiedzi i nawet rodzina. W szkole też czułam się czasem jak "piąte koło u wozu". Szczególnie właśnie na wfie.

Gruba i brzydka - taką opinię miałam o samej sobie. Taką mi przypięto łatkę. Tak o mnie mówili inni ludzie i tak rozpoczęły się moje kompleksy. Które pozostały ze mną na wiele wiele lat. Aż to teraz. W końcu się ich pozbyłam. Ale nie było to łatwe. Dodam też, że od dzieciństwa bardzo pomagała mi muzyka. Słuchałam muzyki ale także w programach TV, np Jaka to melodia? ;) miałam małe marzenie,żeby kiedyś tam wystąpić. Ale potem pomyślałam,że przecież w TV trzeba był ładnym. A nie takie brzydule, jak ja.

Kiedy skończyłam edukację, a zaczęłam studia to wydawało mi się, że "teraz zaczyna się lepsze życie, w końcu będę studentką". Myślałam,że będę mogła skupić się na wymarzonej biologii, a lubiłam się jej uczyć. Zaczęłam myśleć o tym, co robić w przyszłości. Wahałam się między pracą w zoo a uczeniem biologii w szkole. Jednak zmagałam się też innym problemem. Nieśmiałością. Chorobliwą nieśmiałością. Bałam się ludzi. A bardzo chciałam uczyć. Bałam się każdego występu publicznego, prezentacji na zajęcia studenckie. Ciągle wydawało mi się, że ludzie mnie nie akceptują ze względu na wygląd. Chociaż tak nie było. Na studiach nikt mi niczego takiego nie mówił, ale "łatka" przypięta wiele lat temu, nadal tkwiła w moim sercu. I umyśle.

Jakiś czas potem odkryłam przypadkiem forum mojego ulubionego zespołu Bajm. Zapisałam się i zaczęłam rozmawiać o mojej pasji. Wtedy byłam anonimowa dla tych ludzi (dzisiaj już nie i dziękuję Wam, jeśli to czytacie, dzięki naszym dyskusjom o Beacie i Bajmie i ich muzyce zrozumiałam, że wygląd nie ma znaczenia żeby być lubianym ;)). Wtedy poczułam,że dzięki pasji do muzyki Bajmu mogę się otworzyć. Potem niektóre osoby zaprosiłam do znajomych na modnym wówczas portalu nasza-klasa i mogłam porozmawiać na inne tematy. Wtedy jeszcze nie było modne wrzucanie tylu zdjęć do sieci. Miałam tylko jedno z Beatą (moje pierwsze z idolką ;)) i byłam dumna, że marzenie się spełniło. Wtedy więcej rozmawiałam z ludźmi poznanymi przez internet niż z "prawdziwymi znajomymi" z uczelni. Potem Facebook zaczął być popularny. I poznałam jeszcze więcej ludzi. Zaczęłam doceniać wartość Internetu ;)

Niestety, po wylogowaniu się z FB, NK i forum Bajmu, czułam, jakby magia pryskała. W rzeczywistości widziałam siebie nadal taką samą. Grubą i brzydką. Dodatkowo, na studiach faktycznie zaczęłam więcej jeść. Bo studia moje nie były łatwe. Wręcz przeciwnie. Były trudne. Masę nauki, głowa musiała pracować, więc jadłam. Kanapki, słodycze, obiad w bufetach na uczelni.  Dodatkowo, czułam,że jedzenie dodaje mi szczęścia, kiedy jestem "w realu". No i muzyka. Muzyka chociaż nie tuczyła. Wypłakiwałam przy muzyce wszystkie moje kompleksy. Na chwilę pomagało. Zauważyłam też, że bardzo mnie ciągnie do ludzi. Lubiłam rozmawiać, ale bardziej swobodnie czułam się z osobami, z którymi pisałam przez Intenret niż tymi "realnymi", bo te internetowe mnie nie widziały. Przez cały czas miałam kompleks na punkcie swojego wyglądu.

Nawet rozpoczęcie przygody z programem Jaka to melodia tego nie zmieniło. Początkowo byłam tam statystką. Na publiczności. Cieszyłam się,że mogę być w TV. Chociaż w takiej roli. I wtedy powoli zaczęło zmieniać się moje myślenie. Równocześnie wtedy rozpoczęłam też leczenie mojej otyłości u lekarzy. U mnie jest to złożony problem (genetyka + hormony + kompulsywne jedzenie). Ciężki przypadek, tak wiem. Nawet lekarze mi współczują. No ale nie o tym miało być. Kiedy później i właściwie teraz mam możliwość być jedną z zawodniczek mojego ulubionego programu, poczułam się piękna. Gdy widzieli mnie w TV lub zaczęli pisać miłe opinie o moim wyglądzie to czułam się tak super. Pierwszy raz czytałam lub słyszałam komplementy na mój temat. I tak było za każdym razem, gdy występowałam. Tylko ten czas pomiędzy odcinkami, gdy nie byłam "zrobiona" przez stylistów i makijażystów w TV, to czułam się "znowu sobą", czyli grubą i brzydką. Ale jednak była nadzieja,że w TV jestem piękniejsza niż w rzeczywistości.

W międzyczasie zmagałam się z depresją. Po stracie bliskich osób, długo nie mogłam się pozbierać. Gdy po studiach szybko dostałam pierwszą pracę, a potem drugą, nie rozumiałałam tego, że ludzie nie mogą znaleźć pracy po studiach. Jednak 2013 i 2014 rok były dla mnie najgorsze w dotychczasowym życiu. Kumulacja wszystkiego, co złe. Straciłam wiarę w moją wymarzoną pracę biologa. Szukałam pracy w innych zawodach/branżach. Brałam udział w wielu rozmowach kwalifikacyjnych, zjeździłam chyba prawie wszystkie dzielnice miasta, próbowałam się dostać i do biur i do sklepów odzieżowych, obuwniczych i wielu innych miejsc. W międzyczasie rozpoczęłam wolontariat z nadzieją na pracę w zoo po kilku latach. Miałam już tego wszystkiego dość. I samej siebie przede wszystkim. W rodzinie mówili mi, że to pewnie przez to, że jestem gruba, to nie mam pracy. Jednak teraz wiem,że to nie przez samą tuszę miałam problemy, ale przez brak pewności siebie i niskie poczucie własnej wartości, które kształtowało sie u mnie przez lata.

Próbowałam walczyć ze swoimi kilogramami, ale bez skutku. Leki, które przyjmowałam, również nie pozwalały mi schudnąć. Byłam nie do zniesienia w rodzinie. Muzyka mi jedynie pomagała. Przełomowym momentem było dla mnie rozpoczęcie pracy w ztm w moim mieście. Po wielu trudach szukania, w końcu znalazłam. Więcej o szczegółach tej rozmowy, pisałam http://piosenkajestdobranawszystko87.blogspot.com/2016/05/hejka-kochani-d-co-sychac-u-was-mam.html
Panie rekruterki doceniły moją determinację na rozmowie i zaczęłam pracę. Praca nie była trudna. Myślałam,że pewnie praca jest łatwa, bo to jakby rekompensata za trud jej szukania. Ale czułam,że to nie jest to, co chcę robić w życiu. Rozpoczęłam kurs przewodnika po Warszawie ( o tym tutaj http://piosenkajestdobranawszystko87.blogspot.com/search?q=kurs+przewodnika ) a dodatkowo rozpoczęłam chodzenie na siłownię. I powiem Wam, że od tamtego czasu życie wychodzi mi coraz lepiej. Zaczęłam mieć kontakt z ludźmi realnymi, nie tylko z Internetu (chociaż dziękuję Wam za to, ze jesteście ze mną, wiem,że wiele osób "z Internetu" bardzo mnie wspiera) ale chodzi mi o to, że potrzebowałam kontaktu z ludźmi "realnymi". Bardzo lubiłam chodzić na zajęcia z kursu i siłownia. I właśnie wtedy po raz pierwszy przestałam myśleć o swoich kompleksach. To znaczy nadal mam nadwagę i się jej nie wstydzę. Tak to moja choroba. Jeden ma cukrzycę (współczuję) inny porusza się na wózku z różnych powodów, a ja mam nadwagę. Może nie da się porównać jednej choroby do drugiej, ale to jednak choroba.
A przede wszystkim nasze nastawienie powinno być w głowie. Trzeba próbować pokonywać swoje kompleksy, umieć spojrzeć samemu sobie w lustro. I chociaż ja, specjalnie nie doświaczyłam hejtu odnośnie mojej wagi (jedynie w dzieciństwie i w życiu nastolatki) to tak naprawdę sama siebie nienawidziłam. A z czasem, krok po kroku, to uczucie obrzydzenia, gdy spoglądałam na siebie w lustrze czy na zdjęciach, mijało. I dziś mogę śmiało powiedzieć, że pokonałam kompleksy. Uwielbiam patrzeć w lustro, lubię siebie, szczególnie moje włosy, choć nie lubią się układać, ale lubię ;) siłownia bardzo mi pomogła. I chociaż nie schudłam, bo moje leki skutecznie mi to uniemożliwiały, polubiłam siebie, taką, jaka jestem. Chodziłam na siłownię dla przyjemności. Uwielbiałam to uczucie tuż po wyjściu z siłowni. Niczym wyjście z kąpieli czy spod prysznica. Zaczęłam się uzależniać od ćwiczeń. Dodatkowo zajęcia z kursu. Tam uczyłam się odwagi w mówieniu do grupy ludzi. I odporności na zimno ;) I ciągle miałam w głowie wizję mojego wygranego odcinka Jaka to melodia? :) Tak, było to moim wielkim marzeniem. I wcale nie dla kasy, choć bardzo mi sie przydaje w życiu. Potrzebowałam usłyszeć od prowadzącego to magiczne słowow "WYGRAŁAŚ!!!" I USŁYSZEĆ SŁYNNE FANFARY. Właśnie tego chciałam. To taki ważny moment dla mnie. Wygrałam nie tylko pieniądze (dzięki mojej wielkiej pasji do muzyki) ale także wygrałam nową siebie i pokonałam siebie. Weszłam na swój Mount Everest (o czym pisze Martyna Wojciechowska w "Przesunąć horyzont"). Przekroczyłam swoją granicę, którą stanowiły moje kompleksy. Przez nie odepchnęłam moje prawdziwe marzenia na dalszy plan. A tym marzeniem zawsze była praca, która wiązałaby się z kontaktem z ludźmi.

W tym roku udało mi się poprowadzić wiele spacerów jako przewodnik oraz kilka wycieczek w maju. Marzyłam również o pracy w muzeum (i jestem obecnie pracownikiem Muzeum Historii Żydów Polskich). Mam teraz kontakt z wieloma ludźmi. Początkowo obawiałam się jeszcze pracy przewodnika i opiekuna muzeum ale teraz już nie. Ludzie są bardzo pozytywni. Dają mi tyle energii i ciepła. Tego właśnie potrzebowałam osiągnąć w życiu. I choć nadal jestem grubą osobą (choć parę kilo już schudłam, ale wciąż dużo pracy przede mną) to teraz wogóle nie przejmuję się wagą. Najważniejsze, że wyniki badań są już coraz lepsze, nie mam otłuszczonej wątroby i inne wyniki są już na prawidłowym poziomie. Także powiem Wam, że nigdy nie czułam się ze sobą tak dobrze, jak teraz. Przestałam myśleć o sobie źle, bo niby dlaczego waga ma mieć jakiś wpływ na moje szczęście? Tylko szkoda, że tak późno do tego doszłam. Ale lepiej późno niż wcale.

Wracając do filmu. Bardzo polecam go obejrzeć. Zobaczycie, ile można wygrać, gdy się pozbędziemy kompleksów. Czego życzę każdemu, jeśli ma z nimi problem. Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia w pokonywaniu swoich słabości.


Komentarze

  1. Uważam że ten blog jest bardzo ciekawy pod względem wątków.Trochę tylko grafika jest słaba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię pisać i zależy mi przede wszystkim na treści pisanych postów. Dziękuje za komentarz :)

      Usuń
  2. Ten artykuł bardzo mi się podoba.Na pewno ten blog teraz będę polecał wszystkim moim znajomym.Jestem tego pewny.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Kilka słów o kwiatach

Dzisiaj chciałam napisać kilka słów na temat kwiatów. fot. tapetus.pl   Ja bardzo lubię kwiaty, szczególnie fotografować, czym również podzielę się na tym blogu. Kwiaty są jednym z najpiękniejszych elementów natury. Któż z nas nie lubi kwiatów? No może alergicy są takimi osobami. Ale kwiaty są piękne i mają też swoje miejsce w naszej kulturze i zwyczajach. Kwiaty można podarować komuś w prezencie, np mamie na imieniny albo dziewczynie na Walentynki. Kwiaty również pięknie ozdabiają nasz dom, są nam potrzebne.  fot. slideplayer.pl Budowa Kwiatów W budowie kwiatów można wyróżnić następujące struktury: a) DZIAŁKA KIELICHA - jest to najbardziej zewnętrzny element budowy kwiatu - osłaniający jego pozostałe elementy przed szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych. Działki kielicha są zazwyczaj małej wielkości i są zielonego koloru, ze względu na obecność w ich komórkach (a konkretniej w chloroplastach - zwanych inaczej ciałkami zieleni) zielonego barwn...

Jak pokonać kompleksy - część 2

Witajcie. Dziś chciałam na blogu kontynuować temat, który zaczęłam pisać w czwartkowym poście. A przypomnę,że pisałam o tym, w jaki sposób pokonałam swoje słabości, kto mi pomógł i jednocześnie stał się moim przyjacielem ;) W czwartkowym poście napisałam o wszystkim bardzo ogólnie, skupiłam się bardziej na tym, jak poznałam Roberta, to dla mnie są najpiękniejsze wspomnienia, które codziennie lubię sobie przypominać. Dziś jednak chciałam napisać konkretniej na temat tego, jak pokonać w sobie kompleksy, permanentny (wewnętrzny) smutek, podpowiem, krok po kroku, jak walczyć o samego siebie i zmienić swoje życie i nastawienie do niego. Napiszę w jaki sposób mój ulubiony terapeuta Robert pomagał mi, co mi doradzał. Chcę,żeby jego rady nie poszły na marne. Mam na myśli to,żeby nie przysłużyły się tylko mnie. Chcę sie tym dzielić z ludźmi, którzy tego potrzebują. Jeśli chcemy zacząć walkę o siebie i pokonanie kompleksów, stanów depresyjnych itd, warto jest znaleźć kogoś, kto będzie nas w ...

Zagadki o Warszawie

Kochani! Dziś mam dla Was kolejną porcję zdjęciowych zagadek o Warszawie? Nie jest to żaden konkurs. Kto chce, może w komentarzach napisać odpowiedzi :) 1. Na jakiej ulicy znajduje się pomnik Złotej Kaczki? 2. Jak nazywa się ten most? 3. Jak nazywa się Park, w którym znajdują się niedźwiadki? 4. Jak nazywa się to jeziorko? 5. Jak nazywa się ulica, na której znajduję się Telewizja Polska? ;) 6. Jak nazywa się ten plac? 7. Na jakiej ulicy znajduje sie Trójka Polskie Radio? ;) 8. Jak nazywa się to rondo? 9. Jak nazywa się ta galeria handlowa? 10. Jak nazywa się ten budynek ? POWODZENIA! :)