Kochani! Wróciłam właśnie z kina, gdzie obejrzałam premierowy film Disneya "Piękna i Bestia"...pierwszy raz tak spontanicznie poszłam do kina, mając chwilę wolnego czasu, postanowiłam zapoznać się z historią Belli...i jej wielkiej miłości do Potwora (tak, tak...zapoznać się. Może to dziwnie zabrzmi, ale jakoś nawet w dzieciństwie akurat tej bajki ani nie czytałam ani nie oglądałam...choć jak każda księżniczkowata bajka, mają podobną fabułę). Co ciekawe...to już kolejna opowieść, w której piękna dziewczyna o imieniu Bella, która zakochuje się (choć ta akurat nie od razu) w potwornej istocie (mam na myśli bohaterów sagi "Zmierzch) ;) Wracając do właściwego filmu. Generalnie historia jest bardzo przewidująca, nawet jak ktoś wcześniej nie miał bliższego spotkania z tą bajką to mniej więcej jest przygotowany na następujące po sobie wydarzenia. Niemniej jednak tu wybrankiem serca nie jest przystojny książę lecz Bestia (która to postać przybiera jednak ludzką ...